Parę słów o nas
Aktualności
Artyści
Witamy na oficjalnej stronie Grupy Janowskiej, która jako zespół malarzy nieprofesjonalnych powstała w 1946 r. w Nikiszowcu przy kopalni Wieczorek. Obecnie grupa liczy 12 członków i dwóch członków honorowych. Siedzibą Grupy Janowskiej jest MDK Szopienice-Giszowiec w Katowicach gdzie znajduje nasza pracownia malarska.
Od września 2019r. prowadzenie Grupy Janowskiej objął
ANTONI DŁUGI
GRUPA JANOWSKA w 2016 r. uroczyście obchodziła 70 lecie istnienia. Aby dowiedzić się więcj zapraszamy do zakładki Wydarzenia
Zapoznaj się z sylwetkami członków Grupy korzystając z zakładki Artyści.
Zaprszamy, aby osobiście zapytać artystę o jego prace.
zobacz galerie prac.
Jan Czylok
Antoni Długi
Jan Jagoda
Czesław Jurkiewicz
Stefania Krawiec
Paweł Kurzeja
Andrzej Lubowiecki
Zdzisław Majerczyk
Dieter Nowak
Sabina Pasoń
Piotr Porada
Artur Śmieja
Witamy na stronie Grupy Janowskiej - HISTORIA

Grupa Janowska

Są miejsca magiczne, które w tylko sobie znany sposób determinują niezwykłe zjawiska i zdarzenia. Miejsca o których rozpisują się zarówno naukowcy, jak i poeci. Miejsca, które stają się bohaterami książek i natchnieniem dla artystów. Wiele przesłanek pozwala nam za takie szczególne miejsce uznać katowicką dzielnicę Nikiszowiec.
„Nikisz” to wybudowane na początku XX wieku przez koncern „Georg von Giesches Erben” osiedle patronackie przeznaczone dla górników pracujących w kopalni węgla kamiennego „Giesche” (obecnie „Wieczorek”). Projektantami osiedla byli niemieccy architekci Emil i Georg Zillmannowie, autorzy miedzy innymi pobliskiego „miasta-ogrodu” €“ Giszowca, o którym tak ciekawie pisała Małgorzata Szejnert w „Czarnym ogrodzie”. Charakterystyczna dzielnica z czerwonej cegły przybyłych gości urzeka swoją urodą. Ten zamknięty, składający się z sześciu okazałych segmentów kompleks zdumiewa także rozmachem i połączeniem walorów estetycznych z funkcjonalnością. Projektanci zadbali bowiem o każdą sferę życia mieszkańców€“ łącznie z budynkami mieszkalnymi wybudowano sklepy, ale także, między innymi pralnię i magiel. Przy centralnym placu powstał kościół pod wezwaniem Świętej Anny, którego charakterystyce wieża jest jednym z symboli tego miejsca. Nic zatem dziwnego, że władze Katowic zabiegają o promocję jego walorów turystycznych. Mimo, że kompleks w 1978 roku został uznany za zabytkowy zespół architektoniczno-urbanistyczny, a w 2011 wpisany na listę pomników historii, to ciągle próby wpisania go na Listę Światowego Dziedzictwa uważane są za mrzonki. Być może warto powalczyć? Tym bardziej, że Nikiszowiec to nie tylko dziedzictwo materialne. To także genius loci sprawiający, że tak wielu artystów znajduje tu inspirację. Dość wspomnieć tu o filmach Kazimierz Kutza, Lecha Majewskiego czy Janusza Kidawy. A i obecnie próbuje się tu animować wydarzenia kulturalne, jak chociażby promujący sztukę naiwną Art. Naif Festiwal.
Jednakże spektakularnym wyrazem specyficznego ducha tego miejsca jest jego bezpośredni związek z najbardziej znaną w Polsce grupą twórców nieprofesjonalnych, jedyną działającą nieprzerwanie od 1946 roku, nazywaną obecnie Grupą Janowską. To właśnie tutaj przed 66 laty, z inicjatywy Ottona Klimczoka powołano w przykopalnianej świetlicy zespół malarzy amatorów. Szczęśliwym trafem Klimczok znał niektórych z nich, innych do cotygodniowych spotkań w klubie zachęcili znajomi. I tak do niewielkiej salki zaczęli przychodzić Paweł Wróbel z kuzynem Leopoldem, Ewald Gawlik, Antoni Jaromin, Bolesław Skulik. Przychodzili po to, żeby pogadać, żeby podzielić się własnym zdaniem na temat tego co w malarstwie jest dla nich najważniejsze. Do organizowanych wspólnie wystaw był zapraszany także najsłynniejszy z janowskich malarzy€“ Teofil Ociepka.
Malarz ten swoje obrazy-przesłania malował już w latach dwudziestych XX wieku, ale tak naprawdę odkryty został przez Izabelę Czajkę-Stachowicz goszczącą na wystawie prezentującej obrazy malujących górników zorganizowanej w 1947 roku w Wojewódzkim Ośrodku Kultury w Katowicach. Ta znana już przed wojną mecenaska sztuki i kolekcjonerka zorganizowała Ociepce w 1948 roku w Warszawie wystawę, na której twórczością polskiego Rousseau (jak wtedy mówiono) zainteresowała między innymi Juliana Tuwima i wielu ludzi z ówczesnej elity kulturalnej i politycznej. Odtąd malarz był sławny i uznany, a później stał się również symbolem janowskich malarzy. Ociepka był samotnikiem zamkniętym w świecie własnej wyobraźni i sam rzadko uczestniczył w spotkaniach grupy, a po ślubie w 1959 roku na stałe wyjechał do Bydgoszczy, ale mimo to właśnie jemu często przypisuje się stworzenie i prowadzenie zespołu. No cóż, często niesprawdzone, ale za to wielokrotnie powielane informacje stają się w zbiorowym odbiorze prawdą, to poniekąd prawo mediów. Po tylu latach fakty się zacierają, istotniejsze jest jednak, że Ociepka poprzez zakorzenienie swojej twórczości w mitologii miejsca, w którym się urodził i przez większą część swojego życia mieszkał, zawsze z Janowem i Nikiszowcem będzie kojarzony, i tak niech zostanie.
Ale wracając do samego zespołu należy podkreślić, że większość zdeklarowanych jego członków zawsze cechowała indywidualność i oryginalność w tym co tworzyli. Wszyscy przyszli do zespołu z pewnym bagażem doświadczeń, pewnym „programem artystycznym”, którego czasami z wielką zaciekłością bronili. Trudno było się dziwić na przykład Ewaldowi Gawlikowi, który tylko poprzez nieszczęśliwe zrządzenia losu wynikłe z zawieruchy wojennej, nie ukończył studiów w drezdeńskiej Akademii Sztuk Pięknych, że często nie rozumiał schematycznego i bajecznie kolorowego malarstwa Pawła Wróbla. Podobnie było w innych przypadkach. Każdy malarz był pewien swoich racji i z determinacją ich bronił, czasami tak zaciekle, ze ofiarami tych sporów stawały się obrazy. Gdy w połowie lat pięćdziesiątych XX. wieku artystyczną opiekę nad grupą sprawował Zygmunt Lis (artysta plastyk, absolwent wydziału grafiki propagandowej krakowskiej ASP) szybko zrozumiał, że przy nagromadzeniu tak wielu indywidualistów jego rola może polegać wyłącznie na organizowaniu warunków dla twórczego działania i promowania tego co jego podopieczni robią. Ten wspaniały pedagog pozostawił twórcom pełną wolność, świadomy był bowiem, że jakakolwiek próba formowania i kształtowania artystów nie da zamierzonych efektów, a wiele może popsuć. Przyjął zatem rolę akuszerki, towarzyszącej temu co samo powstawało. To sprzyjało rozwojowi i na taki grunt trafiali nowi €“ młodsi, między innymi Erwin Sówka, którzy przy tak sprzyjającej atmosferze i rozumiejącemu podejściu mogli w pełni rozwijać skrzydła, krępowani jedynie możliwościami własnej wyobraźni. Te Ten niesamowity klimat panująca w zespole udzielał się także dzieciom przychodzącym na zajęcia plastyczne organizowane w Domu Kultury. O swoich wrażeniach z tych czasów wspominają dzisiejsi członkowie Grupy Janowskiej. Sabina Pasoń opowiada ze wzruszeniem o tym jak ukradkiem, przez uchylone drzwi spoglądała na „dorosłe” obrazy, Zdzisław Majerczyk mówi jak silne emocje wywarły na nim kolorowe obrazy prezentowane na korytarzach. Dzisiaj upatrują w tym pierwszych inspiracji, źródła tego czym obecnie się zajmują. Ale jako kilkunastoletni chłopcy do zespołu trafili również Artur Śmieja i Helmut Matura. Co prawda później, przez kilkadziesiąt lat pochłaniało ich inne, dorosłe, życie, po latach znowu i tym razem na stałe związali się z janowską grupą.
Sytuacja zmieniła się, gdy w 1971 roku Zygmunt Lis odszedł. Był to wyraz protestu wobec niesprawiedliwego potraktowania i samobójczej śmierci Ottona Klimczoka. Zespołem zajmowali się kolejni instruktorzy, między innymi Barbara Kaczmarek i Adam Plackowski. Nie wywierali oni jednak większego wpływu na to co się działo. Mimo legitymizowania się akademickim dyplomem byli bardziej kolegami niż mistrzami. Sam zespół też się zmieniał, jedni twórcy umarli, jedni odchodzili, ale na ich miejsce przybywali nowi. Jeszcze inni po latach powracali. Takim, jak się później okazało bardzo szczęśliwym powrotem, było ponowne przystąpienie do grupy Helmuta Matury. Zrządzeniem losu, mimo zauważalnego talentu, Matura nie ukończył krakowskiego liceum plastycznego, gdyż zwyciężyła miłość do hokeja (przez wiele lat był zawodnikiem klubu Naprzód Janów). Po przejściu na emeryturę w 1985 roku powrócił jednak do dawnej pasji i ponownie wstąpił do ciągle działającego przy kopalni „Wieczorek” zespołu. Był zdolny, inteligentny i świadomy wszelkich zjawisk artystycznych we współczesnej i klasycznej kulturze, do tego bardzo charyzmatyczny. Nic więc dziwnego w niedługim czasie to jemu powierzono prowadzenie grupy. Spełniał się w tym całkowicie, organizował warsztaty, plenery i wystawy. Dbał aby członkowie grupy brali udział w konkursach, organizował spotkania z innych zespołami, przyciągał swoją postawą nowych członków. To najprawdopodobniej pasja i zaangażowanie pozwoliło mu przeprowadzić grupę Janowską przez czasy chyba najtrudniejsze. Otóż na fali likwidacji przyzakładowych domów kultury w czasach restrukturyzacji w połowie lat dziewięćdziesiątych XX wieku zlikwidowano również dom kultury działający przy kopalni „Wieczorek”. Matura próbował przenieść działalność grupy do utworzonej z byłego magla w Nikiszowcu galerii, ale ponieważ na prowadzenie galerii nie było funduszy idea upadła, a sam obiekt przejęło Muzeum Historii Katowic. Grupa znalazła jednak schronienie i bardzo okazałą pracownię w Miejskim Domu Kultury „Szopienice-Giszowiec”, gdzie twórcy działają do dnia dzisiejszego.
Znając i rozumiejąc podobną sytuację innych zespołów Matura zaproponował przystąpienie do grupy malarzom związanym z innymi likwidowanymi domami kultury. I tak do zespołu trafili między innymi Paweł Kurzeja, Dieter Nowak, czy Andrzej Górnik. O grupie znowu zaczęło być głośno. Tym bardziej, że zadbano także o huczne obchody kolejnych jubileuszy jej powstania (50. i 60. lecia) połączone z wystawami prac zarówno dawnych jak i obecnych członków. W tej atmosferze do zespołu sami zaczęli się zgłaszać amatorzy malarstwa z całego województwa, grupa stała się najprężniej działająca i najbardziej rozpoznawalną, co miało również przełożenie na liczbę organizowanych wystaw i zdobywanych nagród. Helmut Matura zmarł w październiku 2011 roku, pozostawił po sobie wiele pięknych obrazów, które znajdują się zarówno w zbiorach prywatnych jak i muzealnych, ale przede wszystkim pozostawił grupę przyjaciół z zapałem oddający się swojej pasji. Taką grupą jest obecnie jest Grupa Janowska.
Niełatwe zadanie ma zatem jego następczyni Sabina Pasoń. Trudno bowiem zastąpić człowieka o tak mocnej osobowości. Obserwując jednak jej zaangażowanie z pewnością można być spokojnym o dalsze losy zespołu. Przykładem może być zorganizowane w Górnośląskim Parku Etnograficznym spotkanie członków różnych, działających na Śląsku grup plastycznych oraz organizacja wystawy z okazji 66-lecia Grupy Janowskiej, będąca nie tyle pretekstem do podsumowania pewnego etapu w historii, co zwróceniem uwagi na to, że grupa mimo, że przez te wszystkie lata ewaluowała, zmieniała się, ponadto zmieniali się twórcy i powstające obrazy, to dzięki wspólnej pasji zespół ten przetrwał przez te wszystkie lata i może się poszczycić tym, że nieprzerwani działa. Pojawiają się głosy, że grupa ta to nie ta sama, o której dawniej pisał Ligocki, czy Jackowski. To oczywiste tylko wtedy, gdy przyjmie się założenie, że grupę tworzą dani ludzie w określonej czasoprzestrzeni. I rzeczywiście obecnie nie tworzą jej ani Paweł Wróbel, ani Ewald Gawlik, ani nawet Erwin Sówka. Ale istnieje pewna ciągłość, o której nie należy zapominać,€“ ciągłość polegająca na tym, że nadal członkami tego samego zespołu są malarze amatorzy, ale amatorzy rozumiani pozytywnie, czyli miłośnicy sztuki. Są między nimi także ci, którzy pamiętający zarówno poprzedników, jak i Zygmunta Lisa. Są to chociażby wspomniany Artur Śmieja, czy Czesław Jurkiewicz. Podobnie Zdzisław Majerczyk i Sabina Pasoń €“ mimo, że po raz pierwszy zetknęli się z grupą w dzieciństwie i w zasadzie wtedy nie byli jej pełnoprawnymi członkami, to magia tego spotkania sprawiła, że dzisiaj malarstwo jest ich sposobem na samorealizację. To chyba najlepsze kontinuum. Sytuację tą można porównać z powstałą w XIV wieku „Złotą Świątynią” w Kioto. Jest ona cała z drewna i co pięćdziesiąt lat, zgodnie z dawnym dekretem cesarskim wszystkie jej elementy są sprawdzane i te, których żywot już się skończył są wymieniane na nowe. I mimo to, że z pewnością teraz nie ma już tam ani jednego oryginalnego (w rozumieniu€“ pochodzącego sprzed siedmiu wieków) kawałka drewna, nikt nie ośmieliłby się powiedzieć, że świątynia te nie ma kilkuset lat,€“ tym bardziej, że wpisana jest na listę światowego dziedzictwa UNESCO. Mam nadzieję, że nikt nie weźmie mi za złe przywołanego przykładu, który mam nadzieję obrazowo tłumaczy, że to samo nie koniecznie musi się składać z tego samego. Ważna jest tradycja i poczucie przynależności, które (co znowu pozostają moją nadzieją) pozwoli następnym pokoleniom twórców doczekać okrągłej rocznicy stulecia istnienia grupy. Jest to tym istotne, że pierwsi członkowie tego zespołu już teraz na stałe weszli do kanonu kultury na Śląsku.
PS.
Od ostatnich jubileuszowych obchodów minęło już, a może zaledwie sześć lat. Może dziwić, że nie poczekano jeszcze czterech, żeby znowu było „okrągło”. Ale sądzę, że to bardzo przemyślana decyzja Sabiny, bowiem to właśnie teraz nastąpił nowy przełom, a ponadto w przeciągu tych lat tak wielu odeszło… Wspominałam już o Helmucie Maturze (1941-2011), ale wcześniej, nagle i niespodziewanie zmarła Marzanna Siemiątkowska (1960-2005), utalentowana portrecistka, dusz towarzystwa, niezapomniana inicjatorka wspólnych biesiad. Odszedł także Andrzej Drobiec (1945-2008) i pamiętający pierwszy skład zespołu, wspaniały pejzażysta, Józef Gajzler (1944-2009). Oni również pozostawili obrazy, ale i niezatarte wspomnienia.
Sonia Wilk
© 2017. Grupa Janowska. Wszystkie prawa zastrzeżone.